Po przełamaniu w derbowym starciu z KS-em Bestwinka, drużyna z Bestwiny mierzyła się z wymagającym rywalem, jakim jest "Zetka" Tychy.
- „Zetka” to dobrze zorganizowany zespół, dobrze operujący piłką, ale było dużo momentów, gdzie szukali podań z bocznych sektorów. Nie było też tak, że nie dało się wycisnąć jednego punktu. Zabrakło nam koncentracji w kluczowych momentach, gdzie mieliśmy swoje okazje - ocenił po meczu trener LKS-u Bestwina, Marcin Stefanowicz.
Spotkanie mogło rozpocząć się idealnie dla gospodarzy. Już w 10. minucie Piotr Grabski znalazł się sam przed bramkarzem, jednak golkiper Tyszan wygrał ten pojedynek. Niewykorzystana okazja zemściła się kwadrans później. Po rzucie rożnym w polu karnym Bestwiny zrobiło się spore zamieszanie, a najlepiej odnalazł się w nim Szymon Bielusiak, otwierając wynik spotkania. LKS odpowiedział jednak bardzo szybko. W 30. minucie arbiter wskazał na „wapno” po zagraniu ręką jednego z zawodników gości, a pewnym egzekutorem rzutu karnego okazał się Damian Gacek. Do przerwy utrzymywał się remis, który dobrze oddawał obraz wyrównanej pierwszej połowy.