Derby gminy Bestwina zapowiadały się niezwykle ciekawie nie tylko ze względu na lokalną rywalizację, ale również sytuację obu drużyn w tabeli klasy okręgowej bielsko-tyskiej.
KS Bestwinka po bardzo solidnej rundzie zajmowała miejsce w środku stawki i chciała podtrzymać dobrą passę na własnym boisku. LKS Bestwina z kolei wciąż walczył o wydostanie się ze strefy zagrożenia i każdy punkt był dla gości na wagę złota. W takich meczach tabela często schodzi jednak na dalszy plan, bo derby rządzą się własnymi prawami.
Derbowy klimat w Bestwince było czuć już kilkanaście minut przed spotkaniem. Obiekt przy ulicy Świętego Floriana wypełnił się do granic możliwości jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego Wojciecha Szczurka, a kolejni kibice wciąż docierali na stadion, by obejrzeć lokalne starcie.
Sam mecz nie rozpoczął się najlepiej dla przyjezdnych. Już w pierwszej minucie spotkania urazu doznał Artur Sawicki. Zawodnik próbował jeszcze przez moment kontynuować grę, ale po kilku minutach konieczna była zmiana.
Emocji wynikających stricte z sytuacji boiskowych początkowo było jednak niewiele. Przez pierwszy kwadrans zawodnicy obu drużyn walczyli głównie o kontrolę w środkowej strefie boiska. Uważne oko mogło dostrzec, że nieco lepiej w tym fragmencie wyglądał zespół gości – swoje sytuacje miał między innymi Wojciech Wilczek.
Pressing dał prowadzenie