Polish English French German Hebrew Italian Japanese Portuguese Russian Spanish

LKS Bestwina, KS Bestwinka nadal bez zwycięstwa, wygrana LKS Kaniów

21. 09. 06
Wpis dodał: Jerzy Zużałek(danielek2002)
Odsłony: 207
Krajobraz po meczu w Jasienicy pozostaje takim, jakim był dotychczas. Drzewiarz wciąż nie dał się w lidze pokonać, beniaminek z Bestwiny nie może ruszyć z miejsca.
O podtrzymaniu trendu przesądziła de facto premierowa odsłona spotkania, w której dominowali jasieniczanie. Udokumentowali to także zdobyczami bramkowymi. W 28. minucie defensorzy LKS-u nie zdołali wytrącić z równowagi Szymona Lizaka, który będąc na 11. metrze ustawiony tyłem do bramki posłał futbolówkę w jej kierunku w taki sposób, że Kacper Mioduszewski musiał sięgać „do sieci”. Na finiszu tej części gry goście mogli mówić o pechu. Arbiter wskazał w 44. minucie „na wapno”, choć wcale robić tego nie musiał, wszak Marcin Gołąb nieszczególnie zawinił względem Bartłomieja Ślosarczyka. Faktem stała się egzekucja, jakiej z rzutu karnego dokonał za moment Dariusz Łoś.
Po zmianie stron obraz meczu zmienił się o tyle, że goście z Bestwiny po murawie poruszali się żwawiej. Uwierzyli także w możliwość osiągnięcia dobrego rezultatu. W 62. minucie akcję zakończoną strzałem przeprowadził Artur Sawicki, po drodze piłka odbiła się jeszcze od kolana Mateusza Włoszka, by zakończyć lot w bramce Drzewiarza. Gospodarze musieli toteż do końca drżeć o wynik. Marcin Kubina interweniował bez zarzutu, gdy w 67. minucie z rzutu wolnego strzelał Patryk Wentland. Za to po „centrze” Mateusza Droździka i koźle przed „świątynią” jasieniczan w samej końcówce uratowała poprzeczka.
Derby nie okazały się meczem na przełamanie dla beniaminka. Stąd pomeczowe wnioski. – Musimy coś zrobić z faktem, że ponownie „nie dojeżdżamy” na pierwszą połowę. Mogliśmy ugrać jakiś punkt, ale najwyraźniej ciągle czegoś w naszej grze brakuje – ocenia szkoleniowiec bestwinian Sławomir Szymala.
Drzewiarz Jasienica - LKS Bestwina 2:1
LKS Bestwina: Mioduszewski – Wentland, Gołąb, M. Gacek, Szymański (46' Makowski), Raszka (46' Włoszek), Olek, Droździk, D. Gacek (82' Mielnikiewicz), Patroń (70' Kosmaty), Sawicki
Zespół z Jaworza do konfrontacji z KS-em Bestwinka przystąpił w roli faworyta i ze swojego statusu wywiązał się bardzo dobrze.
– Cel główny został osiągnięty. Było to zgarnięcie trzech punktów. Wygrana ta była trochę ekonomiczna, ale bierze to się z tego, że na mocniejszych rywali bardziej potrafimy się spiąć, no i to spotkanie nie do końca nam się kleiło, jakbym chciał – przyznał trener jaworzan, Krzysztof Dybczyński.
Czarni zanotowali bardzo dobry początek spotkania. Niespełna kwadrans potrzebowali zawodnicy z Jaworza, aby fetować premierowe trafienie. W polu karnym rywala faulowany był Szymon Trybała, a z 11. metrów nie pomylił się Mateusz Wajdzik. Napastnik jaworzan kilka minut później dołożył kolejne trafienie, gdy świetną piłkę "wyłożył" mu Damian Ścibor, który mógł strzelać, ale wolał dograć do lepiej ustawionego kolegi.
Jeśli chodzi o grę ekipy z Bestwinki, to na pewno w wielu momentach mogła ona sprawić zagrożenie gospodarzom. Pech jednak chciał, że wszelkie próby KS-u paliły na panewce, mimo iż przyjezdni przeprowadzali naprawdę groźne "kontry". Tuż przed końcem spotkania wynik ustalił Janusz Cyran, wykorzystując dogranie od Trybały.
Czarni Jaworze - KS Bestwinka 3:0
KS Bestwinka: Chmielniak - Bieroński (70' Kołodziej), Francuz, Fluder, Hałas, Wójtowicz, Fusek, Adamski, Fusek, Adamowicz, Wydmański, Skęczek (90' Marusza)
LKS Kaniów podejmował u siebie LKS Wilamowiczankę Wilamowice. Mecz nie był porywający, gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, strzałów na bramkę było jak na lekarstwo, mimo iż Domink Domka i Patryk Ciućka próbowali sforsować obronę wilamowiczan. Do przerwy nie padła jednak żadna bramka, chociaż bliżej jej zdobycia byli goście, piłka odbiła się od poprzeczki. Zdjęcia z meczu TUTAJ
Druga połowa toczyła się w żywszym tempie, a to za sprawą głównie Kamila Góry oraz Damiana Woźniaka, którzy ostro atakowali skrzydłami, a że obaj są szybkimi zawodnikami często stanowili zagrożenie dla obrońców Wilamowiczanki zmuszając ich do nieprzepisowych zagrań. Efektem były dwa rzuty karne dla kaniowian oraz konieczność gry w osłabieniu w ostatnich minutach, jeden z graczy Wilamowiczanki po drugiej żółtej kartce musiał opuścić boisko. Pierwszego z rzutów karnych nie wykorzystał Patryk Ciućka, bramkarz wyczuł jego intencje i obronił zbyt słaby strzał, do drugiego podszedł Kamil Góra i nie dał szans dobrze spisującemu się bramkarzowi gości.
LKS Kaniów - LKS Wilamowiczanka Wilamowice 1:0
Do góry