Jaki jest karp, każdy widzi. Nie może zabraknąć go na wieczerzy wigilijnej wśród tradycyjnych potraw. Dobrze, że w XIX wieku Adolf Gasch w małym Kaniowie umiejętnie rozwinął hodowlę tej ryby, która z tamtejszych stawów zawojowała Europę zyskując miano karpia królewskiego. Ta historia napawa dumą Kaniów, niewielką miejscowość w gminie Bestwina w powiecie bielskim, a duma ma swoją kulminację w Wigilię Bożego Narodzenia, gdy na wieczerzy wigilijnej na stole łakomym okiem spoglądamy na smakowicie przyrządzonego karpia. Bo historia karpia królewskiego sięga XIX wieku i stawów hodowlanych znajdujących się właśnie w Kaniowie.
Właściwie wszystko sprowadza się do Adolfa Gascha, ambitnego i wykształconego (ukończył prestiżowy wydział rolniczy na Uniwersytecie w Hohenheim) dzierżawcy gospodarstwa stawowego i folwarku w Kaniowie. Gdy obejmował te włości miał 33 lata i pomysł, jak rozwinąć hodowlę ryb. Opierając się na metodzie „przesadkowania” Tomasza Dubisza (czyli stopniowego przesadzania ryb do innych stawów ze zmianą zagęszczenia stawu) oraz nabytej wiedzy wykształcił w ciągu kilku lat karpia, który charakteryzował się nieznanym dotąd wyglądem – miał małą głowę, psyk z wąsami i dobrze umięśnione ciało. Charakteryzował się średnim wygrzbieceniem i owalnym przekrojem, ale w dotyku był mięsisty i jędrny.
Gasch dopiął swego – dążąc do uzyskania w trakcie procesu hodowli ryby, w której jest się więcej mięsa, ale nie tylko z powodu większej wagi, głównie przez odpowiednio dobrane proporcje między bardziej cennymi częściami, a tymi, które nie specjalnie nadają się do przyrządzenia.
Czytaj więcej