Polish English French German Hebrew Italian Japanese Portuguese Russian Spanish

Będzie bieżnia tartanowa i modernizacja murawy oraz stadionu w Bestwinie

17. 12. 11
Wpis dodał: Jerzy Zużałek(danielek2002)
Odsłony: 1178

Jak wspominałem wcześniej, obecność znakomitego dziennikarza sportowego, Jerzego Dusika, na Jubileuszu 70 lecia LKS Bestwina została przez niego wykorzystana nie tylko do uczczenia święta Klubu, ale również do przeprowadzenia wywiadów. Czytelnicy mogli już przeczytać wywiad z prezesem, Tomaszem Miroskim, dzisiaj ukazała się rozmowa z wójtem, Arturem Beniowskim, a na publikację czeka wywiad z trenerem, Sławomirem Szymalą.
Wójt gminy Bestwina ogląda piłkarzy z... gabinetu
Podczas uroczystości 70-lecia LKS Bestwina wójt Gminy Bestwina Artur Beniowski wśród życzeń i prezentów przekazał prezesowi Tomaszowi Miroskiemu zapewnienie, że do rundy wiosennej klub wystartuje z nową kosiarką. Dodał przy okazji pół żartem pół serio, że będzie miał dzięki temu ładny widok z okna gabinetu.
- Z okna Urzędu Gminy przede wszystkim widać... dzieciaki, które trenują - mówi Artur Beniowski. - Młodsi i starsi chłopcy oraz dziewczynki. Z jednej strony bardzo się z tego powodu cieszę, a z drugiej strony jestem ciekawy jaka będzie ich dalsza droga. Aczkolwiek, pamiętam jak do drużyny dziecięcej, czyli żaków zaczęły chodzić najpierw jedna, a później dwie dziewczynki - córki byłych zawodników LKS Bestwina. Ewoluowało to i nie ma co ukrywać, że rozwija się głównie dzięki charyzmie Wojtka Lisewskiego, byłego zawodnika i prezesa klubu, a teraz trenera, który się poświęcił tej drużynie dziewczęcej. Mam nadzieję, kończąc ten wątek dziewczęcy, że tak jak Mitech czy LKS Goczałkowice, także LKS Bestwina przebije się w futbolu kobiecym.
- A jak spisują się chłopcy?

- Cieszę się, że praca z nimi jest bardzo dobrze wykonywana od żaków poprzez trampkarzy, trampkarzy starszych, juniorów młodszych i juniorów. Ale dodam, że oprócz działalności klubu, czyli trenerów i działaczy jest to także efekt zaangażowania rodziców, którzy dowożą swoje dzieci na zajęcia. To wszystko się składa na to, że dzieci oprócz siedzenia przy komputerze mają też inne zainteresowania i są aktywne ruchowo. Efektem jest to, o czym wspominano przez prezentacji z okazji 70-lecia klubu, czyli awanse w ostatnich latach drużyn dziecięcych i młodzieżowych, dla których gra w III i II lidze wojewódzkiej to wysoko zawieszona poprzeczka.
- Czy w jej pokonanie gmina też się angażuje?
- Na szczeblu samorządu finansujemy rozwój fizyczny dzieci i młodzieży. Jest to nasze zadanie własne. Cieszę się z tego zadania, bo sport jest mi również bliski. No, ale gra w wyższych ligach to już dalsze wyjazdy i większe nakłady na szkolenie. Niemniej jesteśmy z tego zadowoleni i cieszymy się, też z wyników seniorów w naszych klubach. W gminie Bestwina mamy bowiem trzy kluby piłkarskie: LKS Bestwina jest wiceliderem w lidze okręgowej, a KS Beswtinka wiceliderem klasy A, w której gra także Przełom Kaniów i wszystkie mają swoje zaplecze młodzieżowe, zapewniając naszym dzieciom możliwość aktywności fizycznej. W skali 12 tysięcy, bo tylu mieszkańców ma nasza gmina, to jest sporo. A dodam, że oprócz piłki nożnej mamy jeszcze drużynę kajakpolo, sekcję tenisa stołowego i gminny klub siatkarski. W sumie więc wyjdzie nam, że ludzi zaangażowanych w naszej gminie w działalność sportową jest bardzo dużo z czego ja osobiście bardzo się cieszę.
- Czy uprawiał pan sport?
- Jako młody chłopak próbowałem kopać piłkę. Pochodzę z Komorowic, w którym działał Dzielnicowy Klub Sportowy, przemianowany później na Ceramed, z którego wywodzi się Podbeskidzie. Grałem do wieku 17-18 lat, czyli do granicy juniora i pierwszej drużyny. Byłem wtedy młodszy o... 20 kilogramów więc na pomocy dawałem radę.
- Był jakiś mecz, który szczególnie pan zapamiętał?
- Z tamtych czasów zapadł mi w pamięci szczególnie mecz rozgrywany w Drogomyślu. Wybiegliśmy na boisko przy fatalnej pogodzie i graliśmy nawet nie tyle w deszczu, co w gradzie. Przypuszczam, że gdyby to było obecnie to sędzia przerwałby mecz, ale wtedy dokończyliśmy spotkanie. Wyniku nie pamiętam, ale ta aura pozostał mi w pamięci i na pewno nie zniechęciła do piłki nożnej o czym świadczy to, że mając czterdziestkę na karku staram się poruszać przynajmniej raz w tygodniu ze znajomymi na sali w okresie zimowym, czy na boisku w okresie letnim. Ponadto dwóch moich synów również gra w piłkę, a córka także uprawia sport, bo jest zawodniczką kajkpolo i cieszę się, że im się chce.
- Czy chciałby pan awansu LKS Bestwina do IV ligi?
- Jeżeli drużyna sportowo będzie gotowa to my jako samorząd dołożymy wszelkich starań, żeby pomóc. Znam jednak realia i widzę, że w tym sezonie MRKS Czechowice-Dziedzice bardzo mocno chce. Nie dziwię się, bo to 45-tysięczna gmina, licząc miasto z sołectwami i powinno mieć drużynę przynajmniej w IV lidze. Ale ambicje naszego prezesa, trenera i zawodników też są spore. I bardzo dobrze, bo to jest także bardzo dobry wzór dla młodzieży i zachęta dla kibiców, którzy przychodzą, żeby dopingować "swoich chłopców".
- Cieszy się pan z tego, że jesteście drużyną regionu?
- Nie ma już tego co bywało kiedyś, że przyjeżdżali tu zawodnicy z Tychów czy Katowic i grali w LKS Bestwina. W tym momencie mamy zespół złożony z zawodników naszej gminy i sąsiednich miejscowości. I to się przekłada na zainteresowanie, bo jeżeli gra mój syn, mój wnuk, czy sąsiad to chętnie pójdę na mecz i będę mu kibicować.
- Czego życzy pan klubowi z okazji jubileuszu?
- Na następny rok życzę stabilności i stabilizacji, bo ostatnio było trochę zawirowań, na co dowodem jest to, że Tomasz Miroski jest trzecim już w tym, roku prezesem klubu. W takiej sytuacji trudno budować stabilność, ale myślę, że już teraz wszystko idzie w dobrym kierunku. Życzę ludziom związanym z LKS Bestwina, żeby zrozumieli realia i działali w porozumieniu z nami, bo ile możemy to pomożemy, ale jesteśmy też ograniczeni jako samorząd pewnymi ustawami i przepisami. Życzę, żeby to co się zaczęło w tym klubie parę ładnych lat temu, czyli szkolenie młodzieży, nadal się rozwijało, bo to będzie przynosiło efekty na następne lata, przynajmniej do kolejnego jubileuszu, a także na przyszłość. Tym bardziej, że mamy ambitne plany co do obiektu.
- Będziecie go remontować?
- Przygotowujemy się, bo mamy już częściowo pozyskane środki i jesteśmy na etapie tworzenia dokumentacji, do zrobienia bieżni tartanowej dookoła boiska, które zostanie zdrenowane i lekko nadsypane. Będą skocznia do skoku w dal i rzutnia do pchnięcia kulą, czyli miniobiekt lekkoatletyczny, którego w naszej gminie brakuje. Mamy Orlika, mamy halę sportową, a każdy klub oprócz boiska głównego, ma też boisko treningowe, które są oświetlone. Mam więc nadzieję, że w trzecim kwartale przyszłego roku ruszymy właśnie z inwestycją lekkoatletyczną i - jak to się mówi - wbijemy pierwszą łopatę.
- Czy działacze LKS Bestwina mogą liczyć na pana pomoc?
- Od 2012 roku, czyli od kiedy jestem wójtem, spotykam się z prezesami stowarzyszeń i organizacji działających w gminie, wśród nich są też działacze sportowi. Drzwi mojego gabinetu są otwarte i gdy klub potrzebuje dodatkowej pomocy siadamy i w miarę możliwości gminy oraz obowiązujących przepisów staram się pomóc. Nikt nie wyszedł niezadowolony. Oczywiście to zadowolenie jest mniejsze lub większe, bo nie jesteśmy w stanie zaspokoić wszystkich oczekiwań, ale mogę zadeklarować, że nie dopuszczę, do tego, żeby sport w gminie Bestwina się nie rozwijał. Ile będę mógł tyle będę przekonywał radnych, że w sport warto inwestować.

Do góry