Drukuj

Przegrana LKS Kaniów w Buczkowicach

26. 03. 31
Wpis dodał: Jerzy Zużałek(danielek2002)
Odsłony: 20
W Buczkowicach nie było miejsca na finezję i widowiskowe granie. Było za to zimno, ciężko, momentami wręcz grząsko, a murawa bardziej przeszkadzała niż pomagała. W takich realiach lepiej odnalazł się GLKS Sokół Buczkowice, który pokonał Przełom Kaniów 2:0 (1:0) i podtrzymał swoje marzenia o wspinaczce w górę tabeli. Dla gości stawka również była wysoka – zwycięstwo pozwoliłoby im realnie włączyć się do walki o miejsce premiowane grą w barażach. Tym razem jednak gracze  z Kaniowa wracają bez punktów i z myślami wybiegającymi już bardziej ku nowemu sezonowi.
Od pierwszego gwizdka było widać, że to nie będzie mecz dla estetów. Obie drużyny miały świadomość stawki, ale długo więcej było walki, przypadku i niedokładności niż składnych akcji. Grząska murawa utrudniała rozegranie, piłka często zatrzymywała się w najmniej odpowiednim momencie, a zawodnicy po obu stronach mieli sporo problemów z opanowaniem futbolówki.
Pierwsza połowa była dość wyrównana. Kaniów próbował grać odważnie, Buczkowice odpowiadały agresywnie i szukały swoich momentów, ale klarownych okazji długo było jak na lekarstwo. Najważniejsza sytuacja tej części spotkania miała miejsce w 32. minucie, gdy po zamieszaniu w polu karnym jeden z zawodników Sokoła był ciągnięty za koszulkę. Arbiter wskazał na jedenasty metr, a do piłki podszedł Damian Folek, który zachował spokój i pewnym strzałem dał gospodarzom prowadzenie.

To trafienie ustawiło końcówkę pierwszej połowy, choć nie zmieniło obrazu gry. Nadal było dużo szarpaniny, pojedynków w środku pola i walki o każdy metr boiska. Sokół schodził jednak do szatni z przewagą, która w takim meczu mogła mieć ogromne znaczenie.
Po zmianie stron inicjatywę coraz częściej przejmowali goście. Przełom prowadził grę, dłużej utrzymywał się przy piłce i częściej przebywał na połowie rywala. Problem Kaniowa polegał jednak na tym, że z tej przewagi niewiele wynikało. Owszem, zdarzały się sytuacje, było kilka prób ataku, parę dośrodkowań i wejść w pole karne, ale brakowało konkretu, ostatniego podania i chłodnej głowy pod bramką.
Buczkowice nie zamierzały za wszelką cenę iść na wymianę ciosów. Gospodarze cierpliwie czekali na swoje okazje z kontrataku i kilka razy potrafili wyjść spod pressingu. Jedną z najlepszych szans miał ponownie Damian Folek, który po efektownym rajdzie przedarł się pod pole karne, ale jego strzał zatrzymał się tylko na bocznej siatce.
Z każdą kolejną minutą było widać, że jeśli Kaniów nie zdoła doprowadzić do remisu, końcówka może być dla niego bardzo nerwowa. Sokół dobrze bronił, nie dawał się zepchnąć do rozpaczliwej defensywy i umiejętnie zabijał tempo meczu.
Kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się skromnym 1:0, w doliczonym czasie gry gospodarze wyprowadzili kontrę, która ostatecznie zamknęła mecz. Damian Tracz zagrał na wolne pole do Damiana Folka, a ten wykorzystał sytuację i po raz drugi wpisał się na listę strzelców, ustalając wynik na 2:0.
To zwycięstwo może w Buczkowicach rozbudzić naprawdę duże apetyty. Sokół dopisał sobie bardzo ważne trzy punkty i może coraz śmielej patrzeć w stronę miejsc, które pozwalają na grę w  barażach o awans do Klasy A. W Kaniowie nastroje będą zapewne bardziej stonowane – potencjał tej drużyny wciąż jest zauważalny, ale po takim meczu pozostaje przede wszystkim niedosyt i świadomość, że szansa na mocniejsze włączenie się do walki o czołówkę została wyraźnie ograniczona.
GLKS Sokół Buczkowice – Przełom Kaniów 2:0 (1:0)
Przełom Kaniów: Marcin Janeczko – Daniel Mirowski, Mateusz Przewoźnik, Damian Woźniak, Wojciech Wajdzik, Krystian Wróbel, Rafał Janeczko, Patryk Ciućka, Efe Zorkun, Dawid Szymański, Fabian Raczkowski.