


Wszystko zaczęło się w Wiedniu. Salomon Rothschild – jeden z najbogatszych ludzi XIX wieku – otrzymał od cesarza Ferdynanda przywileje, jakich świat dotąd nie widział: specjalne ulgi, tanie kredyty, wolną rękę. W latach 30 tamtego stulecia ruszyła budowa C.K. Uprzywilejowanej Kolei Północnej Cesarza Ferdynanda – Nordbahn. Miała ona połączyć stolicę cesarstwa z najdalszymi zakątkami monarchii.Kiedy w 1855 roku linia dotarła do Bohumina (wtedy Oderberg), a później do Oświęcimia i Trzebini, wydarzyło się coś naprawdę wielkiego. Mała stacyjka w Dziedzicach wyrosła na piąty największy dworzec na trasie Wiedeń–Lwów! A co dla nas najważniejsze – przez tereny obecnej gminy Bestwina, w Kaniowie (i w Bestwince), 1 marca 1856 roku przejechał pierwszy pociąg. Stąd liczymy jubileuszowe 170 lat.
Jacek Cwetler, historyk i kustosz Izby Regionalnej w Czechowicach- Dziedzicach udowodnił na wykładzie w Muzeum Regionalnym w Bestwinie w dniu 11 marca, jak kolej dosłownie dała tym terenom nowe życie. Stała się kołem zamachowym postępu i rozwoju cywilizacyjnego Dzięki niej wyrosły dwie rafinerie stojące… płot w płot. Jedna austriacka (Schodnica), druga amerykańska – Vacuum Oil Company samego Johna D. Rockefellera, najbogatszego człowieka świata na przestrzeni ostatnich 200 lat. Właśnie za rzeką Białą, na Śląsku Cieszyńskim, najbardziej opłacało się przerabiać karpacką ropę – sprawiły to niskie taryfy kolejowe, zerowe cła i ogromny rynek zbytu.
Uczestnicy spotkania zorganizowanego przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Bestwińskiej usłyszeli, jak Rockefeller oszczędzał… dwie krople cyny na beczce. Tylko dwie, co przy milionach beczek pozwalało na odłożenie fortuny. Jak jego rafineria w Czechowicach pracowała nawet pod niemiecką okupacją – i pieniądze wciąż płynęły do Nowego Jorku. Jak po wojnie polski rząd musiał… zwrócić Amerykanom pieniądze za przejęty zakład.
– Dlaczego dworzec kolejowy nie powstał w Zabrzegu jak pierwotnie planowano? – zapytał retorycznie pan Cwetler. – Ponieważ miejscowy wójt bał się… o cnotę zabrzeskich panien! Wolał, żeby „płonąca bestia” pojechała dalej, do Dziedzic. Wójt Machalica oddał ziemię (co prawda dość bagnistą) i… reszta jest już historią.
Została przytoczona, poza tym anegdota o Maklakiewiczu i Himilsbachu, którzy jechali na festiwal do Wenecji, a ich pociąg zatrzymał się w Czechowicach-Dziedzicach. Korzystając z postoju, wybrali się na piwo do restauracji na dworcu… i ich walizki pojechały same do Włoch. Były też wzruszające momenty: relikwie św. Andrzeja Boboli witane bramą z kwiatów na moście między Kaniowem a Dziedzicami w 1938 r., Marszałek Foch otrzymujący buławę marszałka Polski właśnie na peronie w Dziedzicach, Przejazdy trumien Sienkiewicza i generała Bema.
Jacek Cwetler uzmysłowił, jak kolej zmieniła codzienne życie. Zamiast harówki od świtu do nocy na roli pracownik otrzymał mundur, regularną pensję i mieszkanie z łazienką. Z Dziedzic można było pojechać do Triestu nad Adriatyk, do Berlina, a z przesiadką… aż do Władywostoku.
Na koniec refleksja. Współcześnie w Polsce zniszczono wiele starych stacyjek czy domków dróżników, smutny los spotkał XX – wieczny budynek stacji w Kaniowie. Tymczasem Czesi, Niemcy czy Francuzi robią z takich obiektów turystyczne perełki. Na czechowickim dworcu właśnie zakończył się długo wyczekiwany remont, odkryto wspaniałe freski o tematyce kolejowej… oby zatem potencjał zabytku został w pełni wykorzystany.
W spotkaniu okraszonym multimedialną prezentacją dokumentów i zdjęć z epoki uczestniczyli mieszkańcy naszej gminy i goście spoza niej, pasjonaci historii regionu. Przybył wójt gminy Bestwina Grzegorz Boboń i przedstawiciele Rady Gminy – przewodniczący Jerzy Stanclik i radni Małgorzata Łukoś oraz Grzegorz Owczarz, także dyrektor GBP Marzena Kozak i dyrektor GBP w Kozach Bartłomiej Jurzak. Całość poprowadziła Teresa Lewczak, przewodnicząca Towarzystwa Miłośników Ziemi Bestwińskiej.
Tekst i zdjęcia: Sławomir Lewczak